Dziś dla odmiany chciałam opowiedzieć o czynności, którą bardzo lubię, a którą powoli doprowadzam do perfekcji. Choć nie od razu Kraków zbudowano.
O tapetowaniu będzie zatem. W moim domu rodzinnym są (i zawsze były) tapety. Naturalnym więc wydało mi się, że chciałabym mieć je również we własnym. Bo jakoś tak bardziej swojsko i przytulnie, a do tego czas naglił i na gładzie i malowania czasu nie było. Na delikatnie zgłaszane sugestie mojego męża, że może lepiej samemu się za to tapetowanie nie zabierać, odparłam, że nie ma obaw. Wprawdzie samodzielnie nie przeprowadziłam nigdy takiej operacji od początku do końca, ale wiele razy widziałam, jak się to robi.
Zatem pomierzyłam ściany, poobliczałam i ruszyliśmy na zakupy. O dziwo znaleźliśmy tapety, które nam odpowiadały, kupiliśmy nieco więcej, żeby było w zapasie i zaczęliśmy obliczać, ile kleju potrzebujemy, bo o tym zapomniałam. Sięgnęłam też po kilka przydatnych przedmiotów, jak wałek do dociskania, ściereczki i nóż do tapet.
Z takim zaopatrzeniem nic mi nie było straszne. Postanowiłam, że w weekend przygotuję pokój mojej córce – taki malutki 6 metrów to na początek będzie dobrze. W piątek zerwę tapety, wyczyszczę i zagruntuję ściany, a w sobotę – do dzieła. Uwierzcie, w mojej głowie wyglądało to pięknie.
Mój entuzjazm nie trwał długo i plany wzięły w łeb już przy pierwszym skrobnięciu szpachelki. Okazało się, że poprzedni właściciele zadbali o to, aby tapety w tym pokoju były nie do zdarcia.
Dlatego rada numer jeden jest taka:
– Nigdy nie przyklejaj tapety jednej na drugą, zawsze pozbądź się starej i wyczyść ścianę
numer dwa:
– nie naklejaj na jedną, już zniszczoną tapetę, tapety nowej, nowoczesnej i wodoodpornej – opornej również na wszelkie środki ułatwiające jej oderwanie;
i numer trzy:
– jeśli chcesz pomalować tapetę w celu jej odświeżenia, nie pokrywaj jej powierzchni gładzią szpachlową
Chociaż gips zapewnia jej trwałość, kiedyś możesz jednak zapragnąć zmian.
Skuwanie i powiększanie pokoju o parę centymetrów trwało zamiast jednego dnia trzy tygodnie i pochłonęło zapał i entuzjazm wielu, wielu osób. Zniweczyło to moje plany ogarnięcia malutkiego pokoju w weekend.
Nie zrażałam się zbytnio i postanowiłam jakoś w przerwie tego skuwania, wytapetować duży pokój. W nim nie było gładzi i tapeta odchodziła przy jednym pociągnięciu. Ostro zabrałam się do pracy, ale gdy umyłam i zagruntowałam ściany okazało się, że nie mam już całego dnia, a południe dawno minęło. Działałam i działałam, wmawiając sobie, że idzie mi całkiem dobrze i pomalutku, na spokojnie jakoś to skończę. Kiedy jednak zapadł zmierzch, a ja nie doszłam nawet do połowy, zaczęłam w to wątpić. Wtedy niezawodnie pojawiła się ona – przyjaciółka, na którą można liczyć w każdej trudnej sytuacji. Z równie stoickim, jak mój na początku, spokojem stwierdziła, że damy radę. Co prawda nigdy nie kładła tapet, ale jak powiem, co ma robić, to zrobi.
I tak, czas mijał, a my z każdą minutą posuwałyśmy się naprzód i pośród zaklejonej podłogi, bardzo krzywych ścian i krótszych niż przewidziano rolek, dotrwałyśmy do świtu. I wtedy dopadł mnie kryzys. Mianowicie przy bardzo kłopotliwym i pracochłonnym obklejaniu gniazdka, tapeta najpierw przylgnęła do ściany w miejscu najmniej odpowiednim, a potem rozeszła mi się w rękach.
Stosując terapię rozładowująco-uspokajającą w postaci potoku nazbyt niecenzuralnych słów (niektórzy twierdzą, że to działa jak Prozac), zignorowałam złośliwe gniazdko i na wyraźną prośbę mojej wspomożycielki, wzięłam się w garść. Udało się. Nieważne, że tapeta okazała się być z dwóch różnych serii, w dwóch różnych odcieniach. Dumne z siebie udałyśmy się do ówcześnie zajmowanego przez nas lokum na pyszne śniadanie. A przecież w mojej wyobraźni wyglądało to zupełnie inaczej...
Był to pierwszy, ale nie ostatni pokój w naszej tapeciarskiej karierze. Przy akompaniamencie motywu muzycznego z czechosłowackiego serialu A je to! i przy wsparciu mojej młodszej siostry położyłyśmy tapety jeszcze w trzech pokojach, w jeszcze innym mieszkaniu, stwierdzając, że w razie czego z głodu nie pomrzemy. Doprowadziłyśmy bowiem technikę do takiej perfekcji, że nikt nie powinien narzekać. No cóż, w końcu najlepiej człowiek uczy się na błędach.
A teraz już bardziej poważnie, kilka spraw, o których należy pamiętać w trakcie wykonywania tej wspaniałej czynności:
– zawsze sprawdź numer wydrukowany na opakowaniu tapety, aby mieć pewność, że wszystkie rolki pochodzą z tej samej serii i nie będą różnić się kolorem;
– kup nieco więcej tapety, żeby w trakcie nie okazało się, że zabrakło pół paska;
– nie tnij od razu wszystkich pasków, gdyż ściana może mieć różną wysokość w różnych miejscach;
– zawsze wyczyść i osusz ścianę – nie może być na niej pyłu czy piasku, zwróć szczególnie uwagę na okolice przy podłodze
– zagruntuj ścianę warstwą kleju i pozwól jej dokładnie wyschnąć
– nie musisz kupować specjalistycznego sprzętu, ale pędzel, wałek do dociskania i nożyk do tapet są przydatne, zapewnij też sporą ilość suchych i wilgotnych ściereczek do przecierania kleju.
– przyklejaj tapetę do tapety na styk, bez zakładek. Ewentualne nierówności ścian nadrobisz, przycinając tapetę przy suficie i podłodze.
– Nie rób łączeń w rogach pokoju.
– Jeśli nigdy dotąd nie tapetowałaś / tapetowałeś samodzielnie, poproś o pomoc kogoś wprawionego
Powodzenia!
A tu filmik ilustrujący: