środa, 15 lutego 2012

O kładzeniu tapet (z przymrużeniem oka) uwag kilka.



Dziś dla odmiany chciałam opowiedzieć o czynności, którą bardzo lubię, a którą powoli doprowadzam do perfekcji. Choć nie od razu Kraków zbudowano.
O tapetowaniu będzie zatem. W moim domu rodzinnym są (i zawsze były) tapety. Naturalnym więc wydało mi się, że chciałabym mieć je również we własnym. Bo jakoś tak bardziej swojsko i przytulnie, a do tego czas naglił i na gładzie i malowania czasu nie było. Na delikatnie zgłaszane sugestie mojego męża, że może lepiej samemu się za to tapetowanie nie zabierać, odparłam, że nie ma obaw. Wprawdzie samodzielnie nie przeprowadziłam nigdy takiej operacji od początku do końca, ale wiele razy widziałam, jak się to robi.
Zatem pomierzyłam ściany, poobliczałam i ruszyliśmy na zakupy. O dziwo znaleźliśmy tapety, które nam odpowiadały, kupiliśmy nieco więcej, żeby było w zapasie i zaczęliśmy obliczać, ile kleju potrzebujemy, bo o tym zapomniałam. Sięgnęłam też po kilka przydatnych przedmiotów, jak wałek do dociskania, ściereczki i nóż do tapet.
Z takim zaopatrzeniem nic mi nie było straszne. Postanowiłam, że w weekend przygotuję pokój mojej córce – taki malutki 6 metrów to na początek będzie dobrze. W piątek zerwę tapety, wyczyszczę i zagruntuję ściany, a w sobotę – do dzieła. Uwierzcie, w mojej głowie wyglądało to pięknie.
Mój entuzjazm nie trwał długo i plany wzięły w łeb już przy pierwszym skrobnięciu szpachelki. Okazało się, że poprzedni właściciele zadbali o to, aby tapety w tym pokoju były nie do zdarcia.
Dlatego rada numer jeden jest taka:
– Nigdy nie przyklejaj tapety jednej na drugą, zawsze pozbądź się starej i wyczyść ścianę
numer dwa:
– nie naklejaj na jedną, już zniszczoną tapetę, tapety nowej, nowoczesnej i wodoodpornej – opornej również na wszelkie środki ułatwiające jej oderwanie;
 i numer trzy:
– jeśli chcesz pomalować tapetę w celu jej odświeżenia, nie pokrywaj jej powierzchni gładzią szpachlową
Chociaż gips zapewnia jej trwałość, kiedyś możesz jednak zapragnąć zmian.
Skuwanie i powiększanie pokoju o parę centymetrów trwało zamiast jednego dnia trzy tygodnie i pochłonęło zapał i entuzjazm wielu, wielu osób. Zniweczyło to moje plany ogarnięcia malutkiego pokoju w weekend.
Nie zrażałam się zbytnio i postanowiłam jakoś w przerwie tego skuwania, wytapetować duży pokój. W nim nie było gładzi i tapeta odchodziła przy jednym pociągnięciu. Ostro zabrałam się do pracy, ale gdy umyłam i zagruntowałam ściany okazało się, że nie mam już całego dnia, a południe dawno minęło.  Działałam i działałam, wmawiając sobie, że idzie mi całkiem dobrze i pomalutku, na spokojnie jakoś to skończę. Kiedy jednak zapadł zmierzch, a ja nie doszłam nawet do połowy, zaczęłam w to wątpić. Wtedy niezawodnie pojawiła się ona – przyjaciółka, na którą można liczyć w każdej trudnej sytuacji. Z równie stoickim, jak mój na początku, spokojem stwierdziła, że damy radę. Co prawda nigdy nie kładła tapet, ale jak powiem, co ma robić, to zrobi.
I tak, czas mijał, a my z każdą minutą posuwałyśmy się naprzód i pośród zaklejonej podłogi, bardzo krzywych ścian i krótszych niż przewidziano rolek, dotrwałyśmy do świtu. I wtedy dopadł mnie kryzys. Mianowicie przy bardzo kłopotliwym i pracochłonnym obklejaniu gniazdka, tapeta najpierw przylgnęła do ściany w miejscu najmniej odpowiednim, a potem rozeszła mi się w rękach.
Stosując terapię rozładowująco-uspokajającą w postaci potoku nazbyt niecenzuralnych słów (niektórzy twierdzą, że to działa jak Prozac), zignorowałam złośliwe gniazdko i na wyraźną prośbę mojej wspomożycielki, wzięłam się w garść. Udało się. Nieważne, że tapeta okazała się być z dwóch różnych serii, w dwóch różnych odcieniach. Dumne z siebie udałyśmy się do ówcześnie zajmowanego przez nas lokum na pyszne śniadanie. A przecież w mojej wyobraźni wyglądało to zupełnie inaczej...
Był to pierwszy, ale nie ostatni pokój w naszej tapeciarskiej karierze. Przy akompaniamencie motywu muzycznego z czechosłowackiego serialu A je to! i przy wsparciu mojej młodszej siostry położyłyśmy tapety jeszcze w trzech pokojach, w jeszcze innym mieszkaniu, stwierdzając, że w razie czego z głodu nie pomrzemy. Doprowadziłyśmy bowiem technikę do takiej perfekcji, że nikt nie powinien narzekać. No cóż, w końcu najlepiej człowiek uczy się na błędach.
A teraz już bardziej poważnie, kilka spraw, o których należy pamiętać w trakcie wykonywania tej wspaniałej czynności:
– zawsze sprawdź numer wydrukowany na opakowaniu tapety, aby mieć pewność, że wszystkie rolki pochodzą z tej samej serii i  nie będą różnić się kolorem;
– kup nieco więcej tapety, żeby w trakcie nie okazało się, że zabrakło pół paska;
– nie tnij od razu wszystkich pasków, gdyż ściana może mieć różną wysokość w różnych miejscach;
– zawsze wyczyść i osusz ścianę – nie może być na niej pyłu czy piasku, zwróć szczególnie uwagę na okolice przy podłodze
– zagruntuj ścianę warstwą kleju i pozwól jej dokładnie wyschnąć
– nie musisz kupować specjalistycznego sprzętu, ale pędzel, wałek do dociskania i nożyk do tapet są przydatne, zapewnij też sporą ilość suchych i wilgotnych ściereczek do przecierania kleju.
– przyklejaj tapetę do tapety na styk, bez zakładek. Ewentualne nierówności ścian nadrobisz, przycinając tapetę przy suficie i podłodze.
– Nie rób łączeń w rogach pokoju.
– Jeśli nigdy dotąd nie tapetowałaś / tapetowałeś samodzielnie, poproś o pomoc kogoś wprawionego
Powodzenia!
 A tu filmik ilustrujący:


Jak przygotować dziecko na przyjęcie młodszego rodzeństwa?


Pojawienie się na świecie nowego członka rodziny jest dla starszego rodzeństwa bardzo ważnym i niełatwym przeżyciem. Z reguły jest tym trudniej, im większa będzie różnica wieku między starszym i młodszym dzieckiem, a zwłaszcza w tych sytuacjach, gdy to pierwsze przez długi czas było samo. Co zrobić, aby ta zmiana była jak najmniej dotkliwa?
Przede wszystkim nie należy wyobrażać sobie, że nasze dziecko jest tak mądre, że wszystko zrozumie, a my jako rodzice  tak silni i zorganizowani, że ze wszystkim na pewno damy sobie radę. Bezpieczniej od razu zdać sobie sprawę z tego, że będzie trudno. Co można uczynić, żeby dziecko przyjęło młodsze rodzeństwo z radością i nauczyło się radzić sobie z sytuacjami, które nie zawsze będą mu odpowiadać?
Po pierwsze trzeba sobie uświadomić, że wiadomość, iż w jego życiu pojawi się ktoś nowy – brat lub siostra – dla dziecka zawsze będzie wstrząsem. Zrodzi poczucie zagrożenia i zazdrość, lęk przed tym, co nieznane. Nie wystarczy wtedy powiedzieć, że na pewno będzie fajnie, bo zyska towarzysza zabaw, a mama i tata nie przestaną go przecież kochać. Można to porównać z sytuacją, w której mąż prosi o zaakceptowanie drugiej żony, którą chciałby zaprosić do ich domu, a którą będzie kochał tak samo.
Następnie należy zastanowić się nad tym, jak z dzieckiem porozmawiać. Najlepiej zrobić to jak najwcześniej. Nawet jeszcze na etapie planowania potomstwa. A gdy już wiadomo, że mama jest w ciąży, trzeba opowiedzieć o dziecku, które się urodzi. Żeby starszy brat lub siostra dobrze przygotował się na przyjęcie rodzeństwa, należy zadbać o to, aby wytworzyła się między nimi więź jeszcze przed narodzinami. Można pozwolić głaskać brzuch, mówić do brzucha. Być może uda się dziecku poczuć ruchy maluszka. Taka serdeczność bardzo zbliża i już po narodzinach dziecku jest dużo łatwiej. Jeśli to możliwe, można zabrać dziecko na USG lub chociaż pokazać mu zdjęcie Dzidziusia.
Kolejna sprawa to podkreślanie, że brat lub siostra będą jego i będą go kochać. Dlatego warto uwzględnić udział dziecka w wyborze imienia czy w przygotowaniach wyprawki. Nie należy bez pytania zabierać rzeczy dotychczas używanych przez starsze dziecko. Zapytanie o zgodę pokazuje, że liczymy się z jego zdaniem i podnosi jego poczucie własnej wartości.
W czasie oczekiwania zamiast skupiać się tylko na mającym się pojawić człowieku, trzeba jeszcze bardziej zwracać uwagę na potrzeby starszego dziecka. Częściej przytulać, całować, mówić: „kocham”. Należy unikać sformułowań: „Nie skacz po mnie!”; „Uważaj, bo zrobisz maluszkowi krzywdę!” Uchroni to przed poczuciem, że to małe, choć jeszcze się nie urodziło, już jest najważniejsze.
Dziecku trzeba opowiedzieć w miarę możliwości o tym, co go czeka. Że sporo się zmieni, że rodzice nie będą już dla niego mieli tyle czasu, że często być może będzie się czuło smutne. Zwróćmy uwagę na naukę wyrażania tych uczuć. Na przykład: „Jeśli będzie Ci smutno, powiedz o tym mamie lub tacie”. Możemy poćwiczyć wyrażanie smutku, złości czy znudzenia w zabawie lub opowiadać bajki o postaciach, które spotkało coś podobnego. Zapewne dziecko nie będzie pamiętać o zasadzie „mówię o tym, co mnie boli”, ale jeśli przed narodzinami kolejnej latorośli wprowadzimy ją w życie, później będziemy mogli się do niej odwołać, ją przypomnieć, a to stanie się dobrym punktem wyjścia do rozwiązywania problemów.
I ostatnia bardzo ważna kwestia. Nie powinno wywozić się dziecka do babci lub cioci na czas porodu i powrotu mamy do domu (aby np. miała okazję dojść do siebie). To często pogłębia poczucie krzywdy i odrzucenia. Dziecko nie jest przecież meblem, który można na chwilę wynieść, gdy zawadza. Dobrze, jeśli dziecko może oczekiwać na brata czy siostrę w domu, w swojej bezpiecznej przestrzeni. Może ciocia, babcia lub niania będzie mogła mu towarzyszyć.
Od tej zasady, oczywiście, mogą być wyjątki. Jeśli wyjazd dla dziecka będzie wspaniałym przeżyciem, bo na przykład uwielbia wyjeżdżać do babci, można taki wyjazd zorganizować. Ale należy pamiętać o tym, żeby zapytać, czy dziecko chce wyjeżdżać. Jeśli ono będzie czuło się szczęśliwe, na pewno z entuzjazmem będzie czekać na kogoś, kogo kocha.

Czasem mam coś do poradzenia

Ponieważ chciałabym zrobić coś więcej niż raz w tygodniu zamieszczać fragment powieści, postanowiłam utworzyć kolejny blog. Zawsze chciałam pracować w dziale porad i odpowiadać na listy stroskanych czytelników. Jednak jakoś nikt mnie nie poszukuje i telefon nie dzwoni. :) Ale porad udzielam i to dość często. Niektórzy twierdzą, że powinnam zająć się tym intensywniej, więc co mi tam.
Po pierwsze, trzeba pamiętać, że nie uważam się (i nigdy nie uważałam, ani nie zamierzam uważać) za eksperta. Moje porady opierają się wyłącznie na tym, co sama przeżyłam, zastosowałam i wypróbowałam. Jestem mamą pięcioletniej Małgosi i dziewięciomiesięcznego Kuby, więc  najwięcej chyba będzie o wychowaniu. Chciałabym, aby uwagi moje miały jedynie charakter sugestii czy inspiracji, a nie kategorycznego nakazu, że tylko tak postąpić należy.
Może komuś się przyda.
Pierwszy artykuł na temat przygotowania dziecka na przyjęcie młodszego rodzeństwa wkrótce.